Szaro-bury szczur z wielkimi stalowymi kłami posłusznie skoczył w kierunku dużej, wznoszącej się w powietrzu, brązowej muchy oblepionej tu i ówdzie grudkami błota, rozwierając swą ogromną paszczę tak, jakby chciał ją połknąć.
Tiz: Unik Mudly, a następnie bomba błotna!
Mucha, jak na zawołanie, odfrunęła nieznacznie w bok unikając przeciwnika i odwracając się w jego stronę, wystrzeliła w niego grudy błota. Szczur został trafiony- z głośnym hukiem upadł na ziemię. Lekki uśmiech zdał się przemknąć po twarzy trenera Mudly'a.
Sędzia: Rateel jest niezdolny do walki.
"Już tak blisko. Jeszcze tylko 1 dzieli mnie od mistrzostwa"~pomyślał Tiz ekscytując się jeszcze bardziej, niż dotąd.
Komentator: Nasi finaliści idą łeb w łeb, a właściwie Holomon w Holomona. Obu zostało już tylko po jednym stworku. Kto z nich okaże się lepszy?
Fer: Heh zaraz zobaczycie, kto jest tu najlepszy... Wybieram cię Hypweb!
Trener podniósł rękę i z urządzeniu na jego nadgarstku wystrzeliła wiązka energii, na końcu której pojawił się przedziwny stworek. Wyglądem przypominał pająka, stał na 4 odnóżach, 2 krótsze, trzymał pod głową, a między ostatnią parą, którą wznosił ku górze, rozpięta była pajęczyna.
Tiz: Zatem Hypweb... niedobrze ("bardzo niedobrze, gorzej chyba być już nie mogło..."). To twój naturalny wróg, Mudly- uważaj. Ale to nic, damy radę! Użyj bomby błotnej jeszcze raz.
Mucha, ośmielona słowami trenera, jak na zawołanie wystrzeliła w kierunku pająka kilka grud błota.
Fer <machając lekceważąco ręką na przeciwnika>: Heh amatorszczyzna... Hypweb, odbij to.
Pająk ustawił się naprzeciw ataku i używając swojej pajęczyny, odbił wszystkie grudki błota w kierunku Mudly'a. Mucha została trafiona, lecz nie zrobiło to na niej większego wrażenia.
Fer: Teraz moja kolej. Czas pokazać, kto tu rządzi. Hypweb użyj hipnozy.
Wszystkie oczy pająka zaświeciły się, a jego pajęczyna wydawała sie zacząc wirować. Tiz skrzywił się widząc to. Skrzydła Mudly'a, dotąd szybko trzepoczące w powietrzu, zaczęły zwalniać, aż Holomon opadł na ziemię. Zasnął.
Komentator: Tiz ma kłopoty. Jeśli szybko nie obudzi swojego stworka, juz po nim.
Tiz: O nie! Mudly wstawaj, szybko, obudź się!
Niestety, mucha wydawała się nie słyszeć krzyczącego doń trenera. Leżała cały czas na ziemi, poruszając się lekko przez sen.
Fer: Hypweb, kończy to. Pożeracz snów!
Oczy pająka zabłysnęły raz jeszcze, a jego przeciwnik zaczął świecić, po czym ta poświata przefrunęła z niego do pajęczyny Hypweba i w niej zniknęła. Mucha przestała się ruszać. Zemdlała.
Sędzia: Mudly jest niezdolny do walki, a to oznacza, że walkę wygrywa Has!
Obydwoje trenerzy, jeden z wyrazem zadowolenia, drugi z wyraźnym smutkiem na twarzy, wyciągnęli przed siebie ręce z holodexami i przywołali doń swoje Holomony.
Komentator: Koniec zaciekłego meczu. To oznacza, że MistrzemTurnieju Absolwentów Holoschool zostaje w tym roku Fer Zesomarlof. Drugie miejsce, równie zasłużenie zajmuje Tiz Netemloirov. Gratulacje Panowie, dobra robota!
***
Tiz jednak nie wydawał się zadowolony z tego faktu. Pospieszne ściągnął z ręki i oddał sędziemu używany w walce Holodex i udał się w kierunku szatni. Był załamany. Tak bardzo się starał, tak blisko był wygranej, a jednak Fer jak zwykle go wyrolował. Zawsze był lepszy, nie wiadomo jak by się Tiz nie starał. Choć raz miał okazję go pokonać i to jaką! Tak blisko tego był. Niestety jak zwykle zawiódł na całej linii...
Już jutro odbędzie się oficjalna ceremonia zakończenia roku w Holoschool. To oznacza dla jego rocznika koniec nauki, odebranie swojego pierwszego Holomona i wyruszenie w podróż po regionie, aby spełniać swoje marzenia wraz z Holomonami.
Marzeniem Tiza od zawsze było zostanie Mistrzem Regionu Aiuga. Aby tego dokonać, musi pokonać 8 wybranych spośród 16 liderów sal Aiugi, zakwalikować się dzięki temu do Ligi Aiugi, wygrać ją, pokonać w walkach 1v1 wszystkich 16 liderów w Pałacu Chwały, by w końcu zmierzyć się w walce 6v6 z aktualnym Mistrzem Regionu Aiuga. Jeśli i go pokona, zdobędzie ten tytuł.
"Jak mam jednak zostać mistrzem, kiedy nie potrafi nawet wygrać głupiego szkolnego turnieju"- myślał, załamując się coraz bardziej.
W tym momencie zauważył przez okno, że do szatni zbliża się banda Fera z nim samym na czele. Nie czekając długo chwycił swój plecak i ruszył do drzwi. Może zdąży ich jeszcze wyminąć. Niestety, stali już pod drzwiami.
Już jutro odbędzie się oficjalna ceremonia zakończenia roku w Holoschool. To oznacza dla jego rocznika koniec nauki, odebranie swojego pierwszego Holomona i wyruszenie w podróż po regionie, aby spełniać swoje marzenia wraz z Holomonami.
Marzeniem Tiza od zawsze było zostanie Mistrzem Regionu Aiuga. Aby tego dokonać, musi pokonać 8 wybranych spośród 16 liderów sal Aiugi, zakwalikować się dzięki temu do Ligi Aiugi, wygrać ją, pokonać w walkach 1v1 wszystkich 16 liderów w Pałacu Chwały, by w końcu zmierzyć się w walce 6v6 z aktualnym Mistrzem Regionu Aiuga. Jeśli i go pokona, zdobędzie ten tytuł.
"Jak mam jednak zostać mistrzem, kiedy nie potrafi nawet wygrać głupiego szkolnego turnieju"- myślał, załamując się coraz bardziej.
W tym momencie zauważył przez okno, że do szatni zbliża się banda Fera z nim samym na czele. Nie czekając długo chwycił swój plecak i ruszył do drzwi. Może zdąży ich jeszcze wyminąć. Niestety, stali już pod drzwiami.
Jeden z nich, prawa ręka Fera- Kelin, od razu zaczął mu przygadywać:
Kelin: O! Jest i on- wielki przegrany. Co za ofiara losu...
Tiz <patrząc mu prosto w oczy, mimo przepełniajacego go smutku>: Kto to mówi! Ty sie nawet nie wyszedłeś z grupy. Spójrz najpierw na siebie... ofiaro.
Kelin <czerwieniejąc>: Osz ty! Jak ci zaraz...
Z grymasem złości ruszył z pięściami na Tiza. Jednak nie dotknął go nawet, gdyż ruchem ręki powstrzymał go Fer.
Fer: Daj mu spokój Kelin. On ma rację. Poza tym, że jest gorszy ode mnie, ciebie zmiótłby z palcem tam, gdzie słońce nie dochodzi.<patrząc wyzywająco na Tiza> Co nie zmienia faktu, że jest frajerem, który nie rozumie, gdzie jego miejsce- przy tatusiu, jako jego pomoc. Go też zniszczę- w końcu jaki syn taki ojciec. To ja będę mistrzem!
Kelin: Grr... Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. Zobaczymy jutro na rozdaniu, ofiaro.
Powiedziawszy to prosto w twarz Tizowi, wyminęli go, Kelin oczywiście nie omieżchły szturnąć go barkiem i wraz z resztą brygady weszli do szatni. Tiz, wkurzony na maksa, w poczuciu jeszcze większego upokorzenia, nie czekał- pobiegł czym prędzej do domu "jak ostatnia ofiara".
***
Rodzice powitali go z uśmiechami na twarzach. Już wiedzieli, a jakże. Zawsze wszystko wiedzieli. Tata miał więc swoje sposoby na zdobywanie informacji- był jednym z 16 liderów regionu Aiuga. Objął to miejsce w pobliskim mieście kilka lat temu. Zdawał się być jednym z najlepszych. Tiza przygniatało to jeszcze bardziej- "jak syn lidera mógł nie wygrać szkolnego turnieju?"
Mimo to ojciec był dumny z syna. Wraz z mamą przygotowali dla niego uroczysty obiad, podczas którego ciagle chwalili syna. Po posiłku Tiz szybko uciekł do swojego pokoju. Jego ojciec, widząc przygnębienie na jego twarzy, poszedł za nim.
Ojciec Tiza: Hej, synu! Co to za smutna mina? Jesteś już tylko o krok od rozpoczęcia największej przygody twojego życia i zostania Mistrzem Regionu. To chyba czas na radość a nie smutek?
Tiz: Tia... mistrzem. Jak taki frajer jak ja, który nie potrafi nawet wygrać szkolnego turnieju, może zostać Mistrzem Regionu?
Ojciec: Ej no... Jedna porażka o niczym nie świadczy. Powinieneś to wiedzieć, synu. Szkolne Holomony to nie to samo co własne...<widząc, że nie poprawił tym humoru syna, dodał> Poza tym powiem ci coś w sekrecie- ja też nie wygrałem swojego szkolnego turnieju, a zobacz- mimo to zostałem liderem sali.
Tiz <bardzo zaskoczony>: Co?! Jak to- nie wygrałeś? Ty?
Ojciec: Ano ja, haha. Twój profesor okazał się ode mnie lepszy. Co zrobić. Było minęło.
Tiz: Zaraz... Profesor Dow cię pokonał? Jak to możliwe, przeciez on nawet nie jest trenerem Holomonów?
Ojciec: No teraz już nie, ale kiedyś, zanim wybrał drogę naukowca, był w tym świetny. Był moim partneremwalk- tak się nazywaliśmy. Trenowaliśmy razem od samego początku. Szliśmy łeb w łeb. W szkolnym turnieju oboje doszliśmy do finału i akurat to on okazał się wtedy trochę lepszy.
Potem jednak to mi szło lepiej, nie chwaląc się, haha.
W końcu, kilka lat temu, on postanowił zostać profesorem, a ja dostałem angaż na lidera sali. Tak więc, jak widzisz synu, głowa do góry, jeszcze wszystko przed tobą. Zacznij się już pakować, żebyś niczego nie zapomniał.
Po skończeniu swojej historii ojciec postanowił zostawić syna samemu, aby ten mógł w spokoju się pakować. Jednak Tiz czuł, że musi jeszcze o coś zapytać. Coś, nad czym od dawna się zastanawiał:
Tiz: Tato? Skoro Profesor Dow to twój przyjaciel, dlaczego się nie spotykacie? Pamiętam, że gdy byłem mały, często do nas przychodził w odwiedziny, jednak od kilku lat tutaj nie zagląda.
Ojciec <zmieszany>: Ehh... to długa historia. Jak to z dorosłymi bywa... Może kiedyś ci opowiem.
Ojciec zostawił go samego wychodząc szybciej, niż skończył mówić. Tiz, z poprawionym już humorem, ale i zaciekawieniem wywołanym wspomnieniem profesora Dowa, wyciągnął torbę i zaczął doń pakować najpotrzebniejsze rzeczy.
Już jutro jego wielki dzień!
Mimo to ojciec był dumny z syna. Wraz z mamą przygotowali dla niego uroczysty obiad, podczas którego ciagle chwalili syna. Po posiłku Tiz szybko uciekł do swojego pokoju. Jego ojciec, widząc przygnębienie na jego twarzy, poszedł za nim.
Ojciec Tiza: Hej, synu! Co to za smutna mina? Jesteś już tylko o krok od rozpoczęcia największej przygody twojego życia i zostania Mistrzem Regionu. To chyba czas na radość a nie smutek?
Tiz: Tia... mistrzem. Jak taki frajer jak ja, który nie potrafi nawet wygrać szkolnego turnieju, może zostać Mistrzem Regionu?
Ojciec: Ej no... Jedna porażka o niczym nie świadczy. Powinieneś to wiedzieć, synu. Szkolne Holomony to nie to samo co własne...<widząc, że nie poprawił tym humoru syna, dodał> Poza tym powiem ci coś w sekrecie- ja też nie wygrałem swojego szkolnego turnieju, a zobacz- mimo to zostałem liderem sali.
Tiz <bardzo zaskoczony>: Co?! Jak to- nie wygrałeś? Ty?
Ojciec: Ano ja, haha. Twój profesor okazał się ode mnie lepszy. Co zrobić. Było minęło.
Tiz: Zaraz... Profesor Dow cię pokonał? Jak to możliwe, przeciez on nawet nie jest trenerem Holomonów?
Ojciec: No teraz już nie, ale kiedyś, zanim wybrał drogę naukowca, był w tym świetny. Był moim partneremwalk- tak się nazywaliśmy. Trenowaliśmy razem od samego początku. Szliśmy łeb w łeb. W szkolnym turnieju oboje doszliśmy do finału i akurat to on okazał się wtedy trochę lepszy.
Potem jednak to mi szło lepiej, nie chwaląc się, haha.
W końcu, kilka lat temu, on postanowił zostać profesorem, a ja dostałem angaż na lidera sali. Tak więc, jak widzisz synu, głowa do góry, jeszcze wszystko przed tobą. Zacznij się już pakować, żebyś niczego nie zapomniał.
Po skończeniu swojej historii ojciec postanowił zostawić syna samemu, aby ten mógł w spokoju się pakować. Jednak Tiz czuł, że musi jeszcze o coś zapytać. Coś, nad czym od dawna się zastanawiał:
Tiz: Tato? Skoro Profesor Dow to twój przyjaciel, dlaczego się nie spotykacie? Pamiętam, że gdy byłem mały, często do nas przychodził w odwiedziny, jednak od kilku lat tutaj nie zagląda.
Ojciec <zmieszany>: Ehh... to długa historia. Jak to z dorosłymi bywa... Może kiedyś ci opowiem.
Ojciec zostawił go samego wychodząc szybciej, niż skończył mówić. Tiz, z poprawionym już humorem, ale i zaciekawieniem wywołanym wspomnieniem profesora Dowa, wyciągnął torbę i zaczął doń pakować najpotrzebniejsze rzeczy.
Już jutro jego wielki dzień!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz